Połowy na stawach Gospodarstwa Rolno-Stawowego M. E. Hoffmanów, czyli karpie płyną już na świąteczny stół
Miesiąc trwało spuszczanie wody ze stawów. Bagatelka, przeszło 60 ha wody, a z konkurencyjnymi stawami pana Maśluka razem może być i z 200 ha. Spuszczać wodę trzeba powoli, żeby nie pozalewać mieszkańcom piwnic. Rybacy czekają na obniżenie temperatury powietrza, bo tylko nocne przymrozki gwarantują odłowienie i przechowanie ryby bez większych strat. Potem trzeba się śpieszyć, żeby z kolei zdążyć przed mrozem!
I tak w końcu rybki doczekały się wyłowienia ze stawu, chociaż pewnie im na tym nie zależało. W ostatnie tygodnie przed świętami popływają już w basenach, nazywanych przez rybaków magazynami. Zamówienia już dawno zostały poskładane i problemów ze zbytem ryby nie będzie.
Ryby "popłynęły" potokiem do magazynów. Tam zostały posortowane według gatunków i wielkości i oczekują na kupców. Dopiero po sprzedaży można podliczyć rok pracy i odetchnąć. Przez cały rok zmartwieniem mogą być choroby ryb, zatrucie wody, "specjaliści" od ryb i ptasich jaj, czyli norki amerykańskie, znajdujące się w naszej okolicy duże ilości czapli i największa w Polsce kolonia kormoranów mieszcząca się w okolicach Słońska, więc dla rybaka za blisko. Dodać wypada, że na każdą tonę odłowionego karpia trzeba wpuścić na wiosnę co najmniej 250 kg drogiego kroczka.
W tym roku orły nie dopisały, być może przesiadywały u konkurencji i podjadały rybę już z magazynów? W zeszłym roku, jak mówią rybacy, siedziały jak indory i nie przejmowały się zbytnio trąbieniem traktorów. W tym - przelatywały i przysiadały tylko cztery, prawdopodobnie pobliska para z młodymi.
|